skip to navigation

Rewiry żeglarskie - Majorka / Minorka

Wyszukaj jacht  
Wyszukiwanie rozszerzone

739 jachtów dostępnych w rewirze Majorka / Minorka

  • Cena
  • Region
  • Czas
  • Miejsca

Przedział cen

  • Yachtcharter Chorwacja Bavaria 36
    Bavaria 36
    Split / Dalmacja 4 Ocena
    • 6 Osób / 11.4 m
    • 11.04.2020 / 7 dni
    700,00€  
    Dane  
    30,0% Rabatt
  • Yachtcharter Hiszpania Oceanis 38
    Oceanis 38
    Morze Śródziemne 4 Ocena
    • 6 Osób / 11.5 m
    • 11.04.2020 / 7 dni
    25,0% Rabatt
  • Yachtcharter Chorwacja Bavaria 50
    Bavaria 50
    Kornaty / Dalmacja 4 Ocena
    • 10 Osób / 15.43 m
    • 11.04.2020 / 7 dni
    25,0% Rabatt
Balearen Yachtcharter: Caribean feelings - Sundown in a bay near Cala es Caló Czarter jachtów Baleary: Zachód słońca w jednej z zatok przy Cala es Caló

Czarter jachtów Majorka: Sprawozdanie z rejsu

W dwa tygodnie dookoła Majorki

Już od dobrych paru tygodni usiłuję domknąć rozpoczęte sprawozdanie z rejsu, chwilowo jednak nijak nie mogę się z tym uporać. Zabrałem się więc za podsumowanie mojego ostatniego rejsu przynajmniej w punktach. Być może okaże się to pomocą dla kogoś planującego własną wyprawę. Nasza załoga składała się z piątki dorosłych i mojego czteroletniego syna, a za cel podróży naprawdę prędko obraliśmy sobie Baleary. Po pierwsze dlatego, że większość z nas nie była tam jeszcze nigdy, po drugie Majorka ma naprawdę o wiele więcej do zaoferowania niż sądzić można by po obejrzeniu niektórych programów emitowanych przez TV. Nasz rejs prowadził z Palmy dookoła wyspy, zgodnie z ruchem wskazówek zegara, z odbiciem oczywiście też na Cabrera, wyspę-rezerwat przyrody.

Sobota, 26 czerwca: Przyjazd i odprawa Wylatujemy o godzinie 6 rano ze Stuttgartu. Dosyć wcześnie, ale dzięki temu już o 8 jesteśmy w Palma de Mallorca i mamy wystarczająco dużo czasu, aby bezstresowo rozpocząć urlop. Bierzemy taksówkę i prędko docieramy do naszego armatora w Real Club Nautico, w porcie Palmy. Po krótkim oczekiwaniu w jego przestronnym biurze, załatwiamy w 10 minut całą biurokrację, składając również w depozyt sławetną kaucję w wysokości 1250 euro.

Cała procedura odprawy przebiega wzorowo i nadzwyczaj punktualnie. Przy przekazaniu łodzi zostajemy powitani kubełkiem ze schłodzonym hiszpańskim winem musującym. Lista braków naszego Oceanis 381, noszącego imię "Kiwi", jest następująca: pod koją w kabinie dziobowej gromadzi się trochę wody, brak wioseł przy bączku, brak silnika zaburtowego, nie działa jedna z lamp w pentrze, na pokładzie są tylko trzy liny cumownicze. Woda pod koją dziobową pochodzi z zaworu przelewowego zbiornika na wodę - musimy obserwować to przy kolejnym uzupełnianiu wody pitnej, stwierdza jeden z pomocników po sprawdzeniu smaku. Kolejny pomocnik przynosi silnik zaburtowy a chwilę później, kiedy większość załogi już też się zaokrętowała, wymieniona zostaje również uszkodzona lampa.

Niedziela, 27 czerwca: Palma de Mallorca - Puerto de Andraitx Wita nas południowy wiatr o sile ok. 15 węzłów. I chociaż wszędzie można przeczytać, że poleca się okrążenie Majorki w kierunku przeciwnym do ruchu wskazówek zegara, przez wzgląd na prognozę pogody decyduję się popłynąć w drugą stronę. Ponieważ przy nabrzeżu dla gości zajęte są wszystkie miejsca, a niektórzy kotwiczą już na środku portu, znajdujemy sobie miejsce przy jednej z boi przed przystanią, w pobliżu klatek z homarami. Późnym wieczorem podpływa do nas drewnianą łodzią wiosłową skipper sąsiedniego jachtu. Jak się okazuje, to rodowity Szwed, który osiadł tutaj i dorabia teraz w Andraitx. Na zimniejszą połowę roku ma mieszkanie w mieście, a latem mieszka z żoną i dwójką dzieci na starym kutrze. Nasz szwedzki znajomy radzi mi, żeby zmienić boję, bo właśnie ta już nieraz nie utrzymała łodzi tej wielkości. Ochoczo korzystamy z rady i podchodzimy do sąsiedniej boi, przy której normalnie cumują większe stalowe jachty.

Poniedziałek, 28 czerwca: Puerto de Andraitx - Puerto de Sóller Chcielibyśmy dotrzeć do Puerto de Sóller na czas, zdejmujemy więc cumy już o godz. 9.15. Z północy dmie wiatr o prędkości 20 węzłów, decyduję się więc, żeby do wyspy Dragonera dopłynąć na silniku. Za przejściem między Dragonerą a Majorką trafiamy na falowanie morza od prawie zera do fal wysokości 3 do 4 m. I chociaż log wskazuje prędkość 6 węzłów, w rzeczywistości osiągamy jedynie 2,5. Po dotarciu do Port de Sóller stwierdzamy, że to faktycznie najlepiej osłonięta przystań. Zgodnie z moim przewodnikiem po portach, część zachodnia portu jest zamkniętym obszarem wojskowym. Musiało się to zmienić niedawno. Znajdujemy dwa nowe pomosty pływające, a liny cumownicze wyglądają tak, jakby nie znajdowały się w wodzie nawet cztery tygodnie. Znajdujemy więc dostatecznie dużo miejsca i ku naszemu zadowoleniu nie musimy uiszczać też żadnych opłat cumowniczych. Chwilę po nas cumy rzuca „Hip Hop” - skipper Mark ze swoją załogą, która wyczarterowała jacht u tego samego armatora.

Wtorek, 29 czerwca: Dzień portowy w Puerto de Sóller Według mnie - to wręcz konieczność! Starym tramwajem produkcji Siemensa wybieramy się do miasta Sóller, gdzie spacerując po licznych wąskich uliczkach możemy długimi godzinami rozkoszować się przepiękną architekturą. A jak przyjrzeć się tym domom bliżej, w niejednym zobaczymy przepięknie położony dziedziniec.

Środa, 30 czerwca: Puerto de Sóller - Marina de Bonaire Strona północno-zachodnia nie daje nam zbyt wielu możliwości rzucenia kotwicy, chcemy więc dzisiaj okrążyć Cap Formentor i dotrzeć do zatoki Pollensa. Przy 4 węzłach wiatru z północnego-wschodu ruszamy na silniku w kierunku Cap Formentor. Około godziny 10.30 wiatr wzmaga się do 10 węzłów i stawiamy żagle. Po trzech i pół godzinach lawirowania docieramy do przylądka i mamy go po sterburcie. Wiatr wzmaga się jeszcze bardziej, już do 15 węzłów z północnego-wschodu. Teraz oczywiście przed nami inny kierunek, bierzemy kurs 220° i z ustawionym motylem halsujemy w kierunku Bonaire - małej, sennej przystani w południowym krańcu zatoki.

Na krótko zanim zawijamy do portu, udaje nam się zaliczyć jeszcze parę halsów w tym wietrze i popływać przy 7,8 węzłach. O godzinie 17 wpływamy do Bonaire. Wejście do portu jest stosunkowo płytkie i warto rzucić okiem na echosondę. Przy nieodpowiednich falach na morzu lepiej unikać tej przystani. Jak już jednak znajdziemy się w środku, jesteśmy bezpieczni jak u Pana Boga za piecem. Mur wysokości ponad 5 metrów zapewnia portowi doskonałą ochronę.

Balearen Yachtcharter: Cabrera - Die kleine Insel lohnt einen Abstecher Czarter jachtów Baleary: Cabrera - warto zaplanować wypad na tą niewielką wyspę

Czwartek, 1 lipca: Marina de Bonaire - Cala es Calo Celem naszego kolejnego, krótkiego etapu jest mała zatoczka ok. 1,2 mili morskiej na południe od Cap Farrutx. Przy kursie półwiatr i ok. 5 węzłach, docieramy po 2,5 godz. do zatoki i cumujemy przy jednej z nielicznych tam boi. Spotkane przez nas tutaj pojedyncze łodzie motorowe opuszczają zatokę pod wieczór, tak że mamy ją wyłącznie dla siebie. Woda zaprasza do kąpieli, a cudowny zachód słońca budzi w nas uczucie, że oto znaleźliśmy się na Karaibach.

Piątek, 2 lipca: Cala es Calo - Cala Ratjada Odbijamy późnym przedpołudniem i mijamy Cap Farrutx. Przy południowo-wschodnim wietrze i 3-4 Beaufortach płyniemy kierując się na wschód. W optymalnych warunkach, przy pełnym wietrze i umiarkowanie falującym morzu, zbliżamy się do Cala Ratjada. Około 14 wiatr się wzmaga do 6 Beaufortów. Dwie godziny później zawijamy do portu w Ratjada. Kierunek wiatru przyczynia się do tego, że na samym wejściu do portu tworzy się silna fala.

Pogoda sprawia natomiast, że znajduje się tutaj teraz dość dużo jachtów i musimy dobić do grupy po zewnętrznej stronie mola. Niedługo później zjawia się również nasz "Hip Hop" i cumuje jako trzeci w grupie tuż obok nas. W międzyczasie na wysokim, murowanym molu robotnicy montują instalacje sanitarne. Cieszymy się, kiedy około 18 cichną hałasy na budowie. O spokojnej nocy nie ma jednak nawet co myśleć: z powodu silnej fali jachty stoją bardzo niespokojnie, kołysząc się bardzo silnie na boki. Cieszę się teraz, że przy cumowaniu zwracałem uwagę na ustawienie masztów.

Sobota, 3 lipca: Cala Ratjada - Puerto Cristo Nie wytrzymujemy tutaj już dłużej. O śnie tak czy tak nie ma co myśleć i w rezultacie o godzinie 7 - a więc jeszcze przed śniadaniem - wychodzimy z portu - my oraz "Hip Hop" i bierzemy kurs na Puerto Cristo. Fale wciąż są jeszcze dosyć duże, a wiatr pozwala nam na poruszanie się z prędkością 2 węzłów. Wynagradza nam to jednak Puerto Cristo, bardzo dobrze chroniona marina o kształcie węża układającego się w literę S. Bosman portu wyznacza nam miejsce do cumowania. Nabrzeże wyposażone jest w wodę i prąd, co zawarte jest już w opłatach cumowniczych. Nad biurami mariny znajduje się basen pływacki należący do klubu jachtowego. W klubie jachtowym Real Club Nautico możemy zjeść coś naprawdę wybornego, co w połączeniu z widokiem na port i otwarte morze szybko pozwala nam zapomnieć o ubiegłej nocy.

Niedziela, 4 lipca: Dzień portowy w Puerto Cristo Miejscowość oferuje do zobaczenia tyle zabytków, że decydujemy się na dzień portowy. Zwiedzamy Cuevas Drach, jaskinię naciekową z podziemnym jeziorem, na którym w drewnianych łodziach kilku muzyków urządza jaskiniowy koncert. Jeżeli ktoś miałby ochotę, może zobaczyć sobie dość duże akwarium morskie. Koniec końców jest tutaj całkiem przyjemnie i przyrzekłem sobie, że jeszcze kiedyś tutaj zawitam.

Poniedziałek, 5 lipca: Puerto Cristo - Puerto Colom Po przystanku na zatankowanie ruszamy dalej wzdłuż wschodniego wybrzeża do Puerto Colom przy przyjemnych 4 Beaufortach i nietypowym południowo-wschodnim wietrze. Po zmieniającym się krajobrazie wybrzeża odgadujemy, że zbliżamy się coraz bardziej do centrów turystycznych. W zatoce portowej Puerto Colom poruszamy się jak na autostradzie w godzinach szczytu. Z wielkim trudem udaje nam się znaleźć miejsce na zakotwiczenie z dostateczną ilością miejsca na obrót. Kotwica zaczepiła się jednak niestety dopiero przy drugim rzucie. Możliwości zaopatrzeniowe na lądzie okazują się nieco mizerne i wymagają od nas trochę dłuższego marszu, nie musimy za to uiszczać żadnych opłat cumowniczych.

Wtorek, 6 lipca: Puerto Colom - Puerto Petro To najkrótszy etap podczas naszego całego rejsu. Całe 5,4 mil morskich przepływamy na silniku, żeby podładować baterie. W Puerto Petro wyszukujemy sobie miejsce do rzucenia kotwicy w zachodniej zatoce na wprost plaży klubu. Z rozbawieniem przyglądamy się realizowanemu tam właśnie programowi. Po około godzinie na plażę powraca spokój. Niestety wieczorem wiatr oraz fala przybierają tak bardzo na sile, że postanawiam wyznaczyć wachty kotwiczne, przejmując sam wachtę od godz. 1 do 2 i od godz. 5 aż do śniadania.

Długo zastanawiałem się nad tym, czy w ogóle powinienem opowiedzieć swoją feralną przygodę z łodzią pomocniczą. Przy wyprawie bączkiem po poranne zakupy skończyła nam się benzyna, tak więc ostatnie sto metrów w porcie musieliśmy pokonać wiosłując. A ponieważ zapasowy kanister mieliśmy na pokładzie naszego "Kiwi", pozwoliliśmy zwyciężyć naszej dumie i powiosłowaliśmy również 500 m z powrotem, co przy falującym morzu było dosyć męczące.

Środa, 7 lipca: Puerto Petro - Cabrera Dzisiaj chcemy pokonać 30 mil morskich do Cabrery. Przeprawa do dawnej kryjówki piratów przy idealnych warunkach żeglarskich, kursie baksztag i blisko 7 węzłach zajmuje chwilę. Już z oddali przy wejściu do zatoki dostrzec daje się kasztel. Po przekroczeniu wejścia, przed naszymi oczami otwiera się przepiękna zatoka o kryształowo czystej, mieniącej się turkusowo wodzie. Budzi to w nas nastrój mórz południowych i chwilę po zacumowaniu przy jednej z 50 boi skaczemy do przyjemnie ciepłej wody.

Tymczasem do zatoki wpływają nasi przyjaciele z "Hip Hopa". Parę chwil później wiosłuje już do nas swoim bączkiem skipper Mark i pyta, czy nie moglibyśmy poratować go paroma kroplami benzyny do jego zaburtowca. Odlewamy mu oczywiście trochę paliwa, czemu towarzyszy mnóstwo śmiechu - w końcu nie powinno się to przydarzyć komuś pracującemu w „Shellu”. (Wspomniałem już właściwie o tym, ale w Bonaire przez wadliwy dopływ prądu mieliśmy nie naładowane baterie pokładowe - a sam pracuję przecież w elektrowni).

Wyspa od 1991 r. znajduje się pod ochroną przyrody i zawijać na nią można tylko za specjalnym zezwoleniem (z reguły załatwia je armator). Boje oznakowane są kolorami: białe = dla łodzi o długości do 15 m, żółte = 15 - 20 m, pomarańczowe = 20 - 25 m i czerwone = ponad 25 m. Limitowany jest również czas pobytu. W lipcu i sierpniu spędzić można tutaj maksymalnie 1 noc, w czerwcu i wrześniu do 2 nocy a w pozostałych miesiącach do 7 nocy. Zakazane są oczywiście nurkowanie i łowienie ryb, jedynie miłośnicy snorkelingu nacieszyć się mogą tutaj podwodnym światem. Bezwzględnie polecić mogę odwiedzenie kasztelu. Droga prowadząca na górę jest jednak dość kamienista, niekoniecznie więc należy wybierać się w klapkach. Sami powędrowaliśmy do kasztelu dopiero wieczorem, kiedy skończył się już potworny upał. Z góry roztacza się przecudny widok na zatokę, w kierunku północy rozpoznać można Majorkę, a przy dobrej pogodzie dodatkową nagrodą jest przepiękny zachód słońca.

Czwartek. 8 lipca: Cabrera - El Arenal Musimy niestety opuścić to przepiękne miejsce. W drodze powrotnej do „cywilizacji” bierzemy kurs z wiatrem w kierunku na El Arenal, łapiąc ponownie wymarzone warunki przy 5 Beaufortach i umiarkowanych falach. Wiatr obrócił się na północny-wschód i płynie nam się wspaniale. Już z oddali widzimy ciągnącą się kilometrami plażę z mnóstwem hoteli. W miarę zbliżania się rozpoznać można opalone na czerwono ciała urlopowiczów. Przechodzą mnie aż ciarki i cieszę się, że nie muszę sobie tego robić.

Marina El Arenal znajduje się nieco na uboczu, dzięki czemu niewiele dociera do nas z całego tego turystycznego zgiełku. Obsługa wskazuje nam miejsce do zacumowania w bezpośrednim sąsiedztwie stacji paliw. Nie zniechęcam się tym jednak i udaję się jeszcze na spacer na rozwrzeszczaną plażę. Już po chwili mam wystarczająco wrażeń i wyruszam na poszukiwania supermarketu. W międzyczasie zacumowali również nasi przyjaciele z "Hip Hopa".

Wieczorem spotyka mnie jeszcze (nie)szczególna przygoda. Do portu wpływa katamaran z flagą z trupią czaszką i chce zacumować w pierwszym lepszym wolnym miejscu. Bosman portu stoi koło nas na molo, aż czerwony ze złości na twarzy, wskakuje do swojej długiej łodzi, płynie w kierunku katamaranu a z jego gardła wydobywa się donośny krzyk. Daje znaki katamaranowi i po dłuższej dyskusji, popartej dużą ilością przekonujących gestów, wskazuje inne miejsce - rzucić cumy mogą na samym końcu mariny w dość niespokojnym miejscu. Piratom nie jest dzisiaj łatwo - i dobrze :-)

Piątek, 9 lipca: El Arenal - Palma de Mallorca Skoro cumujemy już tak ładnie tuż obok stacji paliw, a wąż paliwowy jest odpowiedniej długości, korzystamy z okazji i napełniamy nasze zbiorniki benzyną oraz wodą. Rozpoczął się ostatni dzień na morzu i w nieco melancholijnym nastroju ruszamy w drogę do Palmy. Będziemy mogli cieszyć się jeszcze raz plażą z urlopowiczami. Na środku zatoki odbywają się regaty surfingowe i musimy nadłożyć nieco drogi. W porcie Palma rozgorzało dzisiaj prawdziwe piekło. Dziesiątki jachtów suną sznureczkiem przez port, chcąc zatankować albo szukając właściwego nabrzeża armatora. Manewr przybicia do brzegu wychodzi nam bez problemów, a po chwili armator odbiera jacht i pyta, czy wszystko było w porządku. Równocześnie umawiamy się na odprawę - pomocnik zjawia się punktualnie. Cała procedura przebiega zgodnie z planem, 15 minut i jest zadowolony. Chwilę później zjawia się jeszcze nurek i dokonuje pod wodą oględzin wszystkich jachtów. Również ta kontrola wypada zadowalająco i bez żadnych trudności otrzymujemy zwrot naszej kaucji. Noc spędzić możemy oczywiście jeszcze na jachcie. Wieczorem udajemy się jeszcze zjeść coś dobrego, rozkoszując się miejscowa kuchnią przy pysznej płycie rybnej.

Sobota, 10 lipca: Pożegnanie Na godzinę 8 zamówiliśmy dwie taksówki, które zjawiają się również bardzo punktualnie. Po krótkiej jeździe jesteśmy znowu na lotnisku i trzeba się pożegnać. Podsumowując mogę stwierdzić, że spędziliśmy pod żaglami i przy dobrych warunkach dwa przepiękne tygodnie . Jestem pewien w każdym bądź razie, że jeszcze tutaj kiedyś wrócimy.

JÜRGEN FRITZ

Tematy pokrewne
Czarter jachtów Majorka:
Majorka i Minorka w 7 dni
Czarter jachtów Baleary:
Archipelag Cabrera: Kozia wyspa i kasztel

Bookmark and Share

Kontakt

Karsten knorr Masz dalsze pytania dotyczące rezerwacji na yachtcharterfinder?

Zadzwoń do nas
Tel: 0048 32 7976721

Skype Skype Me!

E-Mail: [email protected]

Czat online

Jeżeli masz jakiekolwiek pytania, jesteśmy tylko o jedno kliknięcie myszki